Napisałem „Moją” wielką literą ponieważ uważam i z wzajemnością, że była i wciąż jest to niesamowita i arcyciekawa relacja.

Po pierwsze dlatego, że łatwo było mnie skreślić za bycie dyslektykiem (tak jak stało się to w liceum), ale Ona potrafiła wejrzeć we mnie i zobaczyć, że ja na serio lubię słuchać, o czym mówiła. A mówiła pięknie. Przymykała oko na moje błędy, zachęcała i wspierała. Bardziej od opakowania była zainteresowana treścią i tym co mam do przekazania.
.
Użyłem też wielkiej litery w „Polonistka” ponieważ pedagoga z taką klasą i mądrością nie spotkałem już nigdzie (a jak dowiecie się później mam szczęście do nauczycieli). Byłem jednym z „dyżurnych” – czyli osób, które zawsze chciały odpowiadać. Akceptowała każdą odpowiedź. Dziwną, nielogiczną, niedokończoną. Pozwalała popełniać błędy i nauczyła (naturalnie tych co chcieli) myśleć, ale co ważniejsze, mieć własne zdanie i nie zgadzać się większością. Za to ją kocham. Za podejście i szacunek do ucznia, jako młodego człowieka, który był ciekawy świata.
.
Na zdjęciu z dumą przyniosłem jej swoją twórczość i zjedliśmy wspólne, późne, drugie śniadanie. Zawsze ceniłem i będę cenił Jej zdanie i życzę wszystkim by na swojej drodze spotkali chociaż jednego takiego nauczyciela.
.
W swojej książce wykonałem wiele ukłonów w stronę ludzi których szanuję. Perełkę #37 dedykuję właśnie jej, bo w wysoce inteligentny i wysublimowany sposób szydziła z uczniów, którzy na końcu opowiadań lub wypowiedzi mówili lub pisali „KONIEC”. Zwykła mawiać wtedy, że bardzo dziękuje, że obwieściliśmy to światu, bo gdyby nie to, nie zorientowałaby się, że skończyliśmy i czekałaby jeszcze aż coś dodamy.

.
A w "Pociętych opowieściach" stoi to tak:
„– Tak – odparł Neth przez zaciśnięte zęby. – Zresztą sami możecie wejść do środka i zobaczyć, że mówię prawdę. Śmiało! – zachęcił. W odpowiedzi rozległo się kilka cichych pomruków. Może powinien wyraźnie dodać coś w stylu: „I to już jest koniec opowieści o tym, jak zabiłem smoka”
.
A wy utrzymujecie kontakt z którymś ze swoich nauczycieli?