Spoglądam w dół. Normalnie jednak wysoko trzymam głowę.

Po to natura nas wyprostowała przecież. Żebyśmy mogli ponad trawy sawann spoglądać.

Ale spoglądam teraz w dół. W dół przepaści, na której skraj dotarłem przed momentem.

.

Mógłbym rozłożyć ręce w bok i wykonać skok wiary, ale jestem pewien, że na dole nie znajdę żadnego stosu z sianem. Czym mam zacząć schodzić po krawędzi? A może rozpędzić się i spróbować przeskoczyć? Wiadomo. Przepaści nie da się pokonać milionem małych kroków. Ale czy wystarczy mi odwagi by skoczyć w nieznane? W przyszłość, która z całą pewnością znajduje się po drugiej stronie urwiska. Ale czy ktoś mi da gwarancję, jak daleko? Co jest za tą cholerną mgłą?

.

Dobry jestem w siedzenie w domu. Ale gdyby były w to zawody, to bym przegrał, bo pewnikiem bym na nie nie dotarł. Dobry jestem w siedzenie w domu,  ale wtedy gdy sam się w nim zamykam i postanawiam nie wychodzić. Z wrodzonej małpiej przekory zaczynam myśleć jednak o wychodzeniu. Bo co robi mój niedający się okiełznać mózg, gdy słyszę, że robić tak nie wolno?

.

Wyobraźnia podpowiada mi co zrobię, gdy będę mógł podejść do nieznajomego na odległość przedłużonego i pogłębionego spojrzenia. Ale czy do tego czasu będę miał za co wyjść? Mogę nie mieć czym opłacić wzejście Słońca, ani zachodu Księżyca. Czy będę się błąkał między „nie zajściem” Słońca a „wzejściem Księżyca”? Czy utkną  w jakieś niewyobrażalnej pętli własnych myśli?

.

A może jednak podniosę na czas głowę i ruszę przed siebie. Tam gdzie zmierzałem nim wspólnie wdepnęliśmy w odchody nietoperza.

*Słońce i Księżyc pisane z dużej litery ponieważ odnoszą się również do bohaterów Pociętych opowieści.